W środę 10 kwietnia mieszkańcy osiedla nr 3 „Słoneczne” spotkali się w świeżo wyremontowanej świetlicy przy ul. Jabłoniowej. Nowe ściany, kolorowe dekoracje i kawa w termosie nie przesłoniły jednak tego, co najważniejsze – braków infrastrukturalnych, niedoinwestowania i poczucia, że osiedle nadal jest „na końcu kolejki”.
„Świetlica to dopiero początek. Nie mamy Orlika, porządnego placu zabaw, a dzieci bawią się między samochodami” – mówili mieszkańcy. Wiceburmistrz Adam Kopczyński dziękował za remont, przypominając, że to zasługa kilku przewodniczących osiedla. Ale gdy przyszło do konkretów o dalszych inwestycjach, pojawiły się uniki i odsyłanie do kolejnych naborów, funduszy i budżetu obywatelskiego.
„Złożyliśmy projekt dróg – nie przeszedł. Drugi też nie. Czekamy na trzecią edycję. A mieszkańcy czekają już dekadę” – mówił Kopczyński. Ulice Wróblewskiego, Śniadeckich i Jerzynowej nadal będą dziurawe, bo dofinansowania nie udało się zdobyć. Dofinansowanie za to dostała inna część miasta – ulice Ludowa i Willowa.
Na sali obecni byli m.in. radni: Zdzisław Januszewski, Rafał Ostrowski i Kamil Kaczmarek, który wsłuchiwał się w głosy mieszkańców. Przewodniczący osiedla Marcin Gruchała podsumował działania za 2024 rok, zorganizowane imprezy i współpracę z DPS-em.
„Główne zadanie zarządu to integracja. Ale my próbujemy robić więcej. Bo ktoś musi się przejmować dziurami w ulicach i brakiem progów spowalniających – skoro władza odsyła nas z kwitkiem” – powiedział Gruchała.
Ciepłe słowa usłyszała Katarzyna Kaliska, animatorka zajęć dla dzieci:
„Jestem sama, a dzieci jest ponad 20. Ale robię to, bo wiem, że tego potrzebują” – mówiła. Mieszkańcy przyznali, że świetlica tętni życiem, ale to za mało. Pojawiła się inicjatywa, by oddać wieczory dorosłym: zdrowie, pierwsza pomoc, rękodzieło – wszystko społecznie, oddolnie.
Z sali padły też pytania o plac zabaw w Lasku Miejskim, który – jak podkreślano – jest „niedziałający, zepsuty, niebezpieczny”:
„Karuzela psuje się trzy razy w tygodniu. Naprawcie to raz, ale porządnie!” – wołali mieszkańcy.
Władze odpowiadały w stylu urzędniczym: procedury, audyty, dokumentacje.
„Zróbcie nowy projekt, złóżcie do budżetu obywatelskiego, może się uda” – usłyszeli mieszkańcy.
Zgoda na bylejakość nie była jednak tematem przewodnim. Przeciwnie – wybrzmiała potrzeba, by nie godzić się na marginalizację.


















Napisz komentarz
Komentarze